Zauważyłem, że część facetów jest bardzo wygadana w męskim w gronie, ale już w mieszanym tracą na blasku. Znam też część, która jest bardzo wygadana przez Fb, jednak w realnym starciu ich konwersacyjny impet traci swój rozmach. Dlaczego tak się dzieje?

Czy nastały czasy, w których społeczną bestią jesteśmy tylko zza klawiatury?

Obecnie dzięki dostępowi do nowych technologii, aby żyć praktycznie nie musimy wychodzić z domu. Dawniej aby zrobić zakupy trzeba było ruszyć dupę i iść do sklepu. Jeśli szukałeś informacji musiałeś iść do biblioteki albo szkoły, aby zrobić przelew musiałeś iść do banku, chciałeś z kimś porozmawiać to nie korzystałeś z Facebooka.

W sieci robi się wszystko szybciej, łatwiej, bez stania w kolejkach i bez potrzeby nawiązywania kontaktów społecznych.

Czy to dobrze? Czy źle?
Na pewno dobrze. Jednak wkoło media trąbią o rosnącym uzależnieniu od smartfonów i internetu. Widząc ilość hejterskich komentarzy na różnych forach czy serwisach, też śmiem przypuszczać, że 80% ludzi jest śmiałych i pewnych siebie, ale zza klawiatury własnych laptopów. Co innego wyszydzić kogoś z domowego zacisza a co innego patrząc mu prosto w oczy.

Dlaczego tak jest?

Większość z nas, czy tego che czy nie po prostu się boi. Strach przed społecznym odrzuceniem i myśl o tym, że zostaniemy źle odebrani czy źle potraktowani przez innych, sprawia, że wolimy pozostać tam gdzie jesteśmy i nie robimy nic. Choć często byśmy chcieli aby było inaczej.

Nawet dzsiaj, będąc na siłowni, zastanawiałem się nad tym. Tam grupki facetów, którzy się długo znają zawsze rozmawiają w swoim towarzystwie – normalne. Przychodzi ktoś nowy, to wszyscy patrzą z dezorientacją, witają się albo nie a potem robią wrażenie, że się nie widzą. To też jest w miarę zrozumiane, niektórzy przychodzą po prostu ćwiczyć i mają innych w dupie. Jednak gdy na salę przychodzi ładna dziewczyna, to wszyscy śmiało lub nieśmiało błądzą za nią wzrokiem, by po chwili w swoim męskim gronie, rzucać głupimi komentarzami co by to nie robili, lub prężą nieopodal bicepsa w nadziei, że zostaną dostrzeżeni.

Nikt nawet nie podchodzi aby się przywitać i przedstawić. To też jest normalne. Tylko czy tak musi być? Ja osobiście wyłamuje się z tego kręgu „siłownianej męskości.” Oni też nie są Social Beast.

Czy ludzie chcą nawiązywać nowe znajomości??

Gdy kogoś zapytamy to wszyscy zaprzeczą. Tylko zastanawiam się nad zbiegami okoliczności, które maja miejsce. Kiedy to po zajęciach fitness kobiet, tak wielu facetów wybiera się nagle do sauny. I zastanawiam się czemu część dziewczyn przychodzi na siłkę w mocnym makijażu, leginsach, bluzkach często eksponujących dekolt. Przy tym ćwiczą tak, że nawet się nie pocą, za to po treningu często następuje efektywny stretching. Taki trening równie dobrze mogą zrobić w domu przed telewizorem. A faceci skoro generalnie w dupie mają fajne laski i gardzą tymi pustymi i „niewartościowymi” to po co o nich tyle rozmawiają?

Mój kolega, który generalnie zachowania społeczne ma gdzieś, też to dzisiaj zauważył. Zaśmiał się i skomentował jednym zdaniem:

Widzisz faceci przychodzą tu oglądać fajne dupy, a laski przychodzą popatrzeć na przypakowanych kolesi tylko wszyscy palą szwajcara, twierdząc, że wcale tak nie jest.

Czy ty też palisz szwajcara?

Szczerze mówiąc to nie obchodzi mnie, w której grupie jesteś. To twoje życie. Zastanów się tylko nad tym skąd to się bierze? Już wiesz?

Wiele osób po prostu nie wie jak się zachować, jak zacząć rozmowę z nieznajomymi ludźmi, ( nie ważne jakiej płci) a w swojej głowie oczekuje rezultatu –> zrobienia wrażenia swoją postawą i wyjątkową bajerą. Takie podejście sprawia, że jesteśmy sparaliżowani i jedyne co potrafimy to rzucić głupim komentarzem w swoim bezpiecznym męskim gronie.

Boimy się, że nasze podejście będzie źle odebrane, że zachowamy się niezręcznie lub niestosownie. Najlepsze jest to, że skutecznie nas to powstrzymuje przed podjęciem jakiegokolwiek ruchu, a kiedy się już przełamiemy i ruszymy to faktycznie zachowujemy się niezręcznie lub niestosownie. Ot taka samospełniajaca się przepowiednia.

Prawdziwe społeczne zwierzę.

Gdybyś tylko był jak SOCIAL BEAST, wtedy społeczność była by Twoją dżunglą a ty byłbyś w niej królem lwem. Mój znajomy, który ma już ponad 40 lat, typowy przykład Social BEAST. Opowiadał mi dzisiaj, że kiedyś były zupełnie inne czasy.

Dawniej nie było telefonów, facebooka. Było dużo trudniej. Jeśli chciał poznać jakieś nowe osoby, to miał na to swój sposób. Po prostu podchodził i zaczynał rozmowę. Bez myślenia, bez mruczenia pod nosem, bez rozkmin w swojej głowie.

Z czasem, ze zwykłego lenistwa, opatentował sposoby, które zaoszczędzały mu czas i maksymalizowały efekty.

Specjalnie podjeżdżał pod hotele pielęgniarek, lub hotele pracownicze kobiet – podobno kiedyś takie rzeczy istniały. Poznawał pierwszą lepszą kobietę, którą udało mu się tam zobaczyć, tylko w jednym celu. Żeby dostać się do środka.

Czasem mówi, że kupował jakieś upominki portierce/portierowi i też wchodził bez problemu. Robił to tylko po to aby znaleźć punkt zaczepienia. Później wyglądało to już tak, że wchodził w piątek wieczorem po pracy, a często wychodził dopiero w poniedziałek rano do pracy, przechodząc od pokoju do pokoju. A jako jeden z nielicznych rodzynków, się tam znajdujących był kimś w rodzaju hotelowej rozrywki kobiet. Co jak twierdzi wcale mu nie przeszkadzało.

Social beast new generation

Zapytałem go, jak uważa co facet musi mieć aby być taką socjalną bestią, która w obcym towarzystwie czuje się lepiej jak we własnej rodzinie. Oto co mi powiedział:

5 rzeczy aby sprawdzić czy jesteś Social Beast?

1. Masz fun z własnego życia? – Może to wydać Ci się głupie. Ale bycie w swoim wewnętrznym zajebistym świecie to podstawa. Inni to zauważają. Jeśli taki nie jesteś to się taki stań, ogladaj komedie i buduj swój nowy stan, jeśli jesteś ponurakiem. Nie możesz się zniechęcić.
2. Poznaj jakąś nieznajomą kobietę, żeby wiedziec ze potrafisz to robić, żeby wiedzieć że umiesz słuchać, — fedback zawsze jest cenny. Sami często mamy mylne wyobrażenie na swój temat. W książce „4 godzinny tydzień pracy”, którą zresztą Ci polecam. Autor sam zachęca aby tak robić codziennie. Twierdząc, że pomga to w innych dziedzinach życia. Ja uważam tak samo. Po prostu poznaj, nie musisz jej podrywać.
3. Spraw by inni czuli sie dobrze w twoim towarzystwie. Dbaj o reputację. Bycie lubianym czy czarującym, to umiejętności, które warto w sobie ćwiczyć każdego dnia. Nie robisz tego tylko dla siebie. Robisz to też po to aby inni czuli się lepiej w twoim towarzystwie. Nawet osoby, które znasz już od dawna. Nigdy o tym nie myślałem. Ale mój znajomy utwierdził mnie jak to jest ważne. Powiedział:

„Wiesz ile osób poznałem tylko przez to, że szła za mną opinia, że jestem po prostu fajny, często same dziewczyny do mnie przychodziły, bo słyszały od koleżanek różne rzeczy i chciały to sprawdzić.”

4. Taniec. Zapisz się na jakieś zajęcia z tańca. Lub wyrwij się chociaż raz w tygodniu na kluby. Taniec, zabawa i mnóstwo ludzi do poznania. Klub to twoja nowe miejsce treningu.

5. Naucz się czytać między wierszami. Bo słowa czasem nie wiele mówią. Intuicja, mowa ciała, te elementy są równie ważne jak techniczne aspekty bycia towarzyską osobą.

6. Po prostu gadaj. Nie ważne czy rozmawiasz ze sprzątaczką czy z prezesem, rozmowa ma dawać Ci fun i zabawę.

7. Umiejętność radzenia sobie z dyskomfortem. Czytam właśnie biografię Steva Jobsa, założyciela Apple. Dość dziwny gość, który wyćwiczył w sobie umiejętność wpatrywania się w drugą osobę w milczeniu pozbawionym mrugania. Uważał, że takie zachowania wzmaga charyzmatyczną osobowość.

Nie chcę abyś go naśladował. Chcę tylko abyś zdał sobie sprawę, że w czasie obcowania z innymi ludźmi, często zdarzają się sytuację, w których możemy poczuć się źle. To czego musisz się nauczyć to przetrwać to ze spokojem i nie brać tego do siebie.

A teraz..

Zastanów sie jaki jesteś? A jaki chcesz być? Miej wizję i kierunek, w którym chcesz podążać. Mnie osobiście zawsze intrygował, Tyler Durden z „Fight Club” i główny bohater z „Vicky Cristina Barcelona”. Osoby, które swoją charyzmą budowały wokół siebie własną społeczność, do której wszyscy ochoczo lgnęli a przynależność traktowano jako wyróżnienie. I nie ważne czy był to podziemny krąg, przepełniony testosteronem i chaosem Tylera czy rodzinna atmosfera Juana.

Dróg do bycia Social beast jest wiele i nie ma jednej słusznej.

Jak stać się taką osobą?

Musisz wiedzieć czego musisz się nauczyć. Skoro przeczytałeś ten tekst to już wiesz. A następnie pozostaje Ci juz tylko jedno. Ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć.

Mam to wszystko w dupie:)

Jeśli bycie socjalnym zwierzęciem nie jest dla Ciebie i uważasz, że masz to gdzieś, bo nauka tego kosztuje za dużo wysiłku i nie jest Ci to potrzebne, to nic się nie dzieje, nie musisz rzucać hejterskim komentarzem pod wpisem.

Zawsze możesz wybrać inną drogę. I wycofać się do bezpiecznego świata internetu czy dobrze Ci znanego grona swoich znajomych, gdzie wszystko jest dostępne za jednym kliknięciem lub wykonaniem jednego telefonu.

Jedyne czego w tym nie będzie, to obecności drugiego człowieka, emocji i ekscytacji w odkrywaniu czegoś nowego.

Pozdroo

O Autorze

Sympatyczne oblicze o manierach demona. Lubię: pić kawę, plątać się po mieście i nie słuchać dobrych rad.