Mówi się, że sukces to 80% ciężkiej pracy i 20% talentu. Ja uważam inaczej. Miałem jakieś 7-9 lat, nie pamiętam dokładnie. Jak się jest małym to często wydarzenia na przestrzeni kilku lat zlewają się w jedno.

Miałem kolegę Franka. Franek był dla mnie wzorem. To dziwne, ale mimo młodego wieku był bardziej ogarnięty, niż jego dorośli rodzice. To on zajmował się młodszym bratem, to on przygotowywał mu posiłki, to on robił to, co zazwyczaj robią mamy. Nie chodził na zakupy i do pracy, ale praktycznie cała reszta, którą można było by nazwać ogarnianiem siebie i brata spoczywała na jego kilkuletnich barkach. Pamiętam też, że on nigdy nie płakał. To chyba przez to, że będąc „starszym bratem”, mu nie wypadało. A może wypłakał się jak był jeszcze mniejszy jego limit na łzy już się skończył w wieku 8 lat.

Realizowanie planów to 80% pracy, 10% talentu o 10% otoczenia – które nie będzie przeszkadzać.

Pamiętam jak w osiedlowym barze. Stetryczeli emeryci, nadawali na jednego nie grającego już piłkarza naszej ekstraklasy… Że w wieku 35 lat, ma pełno hajsu a talent z niego żaden. Że to starzy cisnęli go żeby kopał w piłę, no i kopał. Był przeciętniakiem, przepychanym do pierwszego składu „kasą ojca prawnika”, to wystarczyło aby potem zostać piłkarskim szarakiem i zarabiać 5 cyfrowe kwoty. To wystarczyło aby w oczach tego świata, zostać uznanym, że się „jest kimś”.

Franek tak nie miał. Pamiętam, że on naprawdę nieźle rysował. Z całą pewnością miał talent. Jak by teraz taki małolat poszedł do talent show i zaczął tak rysować, to Zapendowska i Chylińska miały by mokro.

Ale wtedy nie było talent show, była za to jego matka, która bardziej niż wychowywaniem chłopaków zajmowała się własnymi sprawami. Nie jestem na nią zły, że nie posyłała go na lekcje rysunku. Chłopak miał zaparcie, naprawdę rysował wszędzie gdzie tylko się dało. W zeszytach, na książkach, na murach i miał nawet segregator z rysunkami. To wszytko nieźle szło. Naprawdę nieźle. Aż do sobotniego popołudnia.

-Pokaż Picasso co tam masz? – drwiąco zapytała jego matka w towarzystwie, kilku innych osiedlowych przyjaciółek. Teraz bym skwitował je, jako trochę osiedlowy element, ale wtedy była to tylko (niewydolna) mama. Nie wiem co mu wtedy powiedziała. Ale wiem, że poszliśmy na pole i spalił segregator. Tyle. To był koniec z rysowaniem.

Sukces to nie tylko talent i praca.

Sukces to też odpowiednie środowisko, które pozwala Ci wzrastać. Pozwala, to ważne słowo. Otoczenie nie musi Ci pomagać, otoczenie nie musi Cię pchać do góry, jak rodzice tego piłkarza z ekstraklasy. Pracę musisz wykonać sam, tak jak Franek. Ale jeśli otoczenie ciągnie Cie w dół i nie pozwala Ci działać. To masz podwójnie przejebane.

Co zrobić? Czy trzeba rzucić wszystkim w kąt i zacząć żyć tak aby nikt się do Ciebie nie przypierdalał?

Czy masz odpuszczać?

Nie. Za cholerę nie odpuszczać.

#1. Życie zazwyczaj to nie bajka Disney’a. Świat potrafi być bardzo nieprzyjemnym miejscem. Przemoc fizyczna to często najmniej dotkliwa forma przemocy. Przemoc ekonomiczna i przemoc psychiczna to nie tylko prasowe wycinki z psychologicznych badań. To patologiczna sielanka, którą najczęściej serwują ludzie, mianowani naszą rodziną.

#2. Czasem wydaję Ci się, że świat jest na wyciągnięcie ręki, a potem szybko widzisz, że ta ręka jest za krótka. Zderzenie wyśnionego życia z rzeczywistością, potraktuj jak chwilę oddechu i czas na dokonanie korekty w Twojej drodze, do wyznaczonego celu.

#3. Nie odpuszczaj. Bo potem będziesz wkurzony gdy zobaczysz, że innym się udało, tylko dlatego, że działali bo nikt im nie przeszkadzał. Musisz mieć w sobie tę zadziorną energię. Męską energię.

 

O Autorze

Sympatyczne oblicze o manierach demona. Lubię: pić kawę, plątać się po mieście i nie słuchać dobrych rad.