Nie będę ukrywał. Nie mam weny. Borykam się z bólem pleców, i nawałem pracy…

Dobra już mi lepiej. Musiałem się wypłakać. Dlatego ten wpis, będzie zwykłym freestylem, inspirowanym ulotką, która przez przypadek wpadła mi w ręce.

A więc…

Dziś w ręce wpadła mi ulotka suplementu Liderin. Wszedłem na stronę www i już wszystko stało się jasne. Casanova jadł ostrygi aby być w pełni sprawny a współczesny facet ma łykać liderin, aby stać się awangardą miłości i czuć więcej, mocniej. Takie marketingowe dużo, tanio i lepiej za jedyne XY,99 złotych.

Pewnie bym o tym nie pisał, gdyby nie fakt. Że znałem liderin zanim zaczęli go produkować i zanim nazywał się liderin.

Tak mi się wydaje. Znaczy znam go już kilka lat, sam nie wiem ile. Z 5 na pewno.

Moje pierwsze spotkanie z liderinem na siłowni.

Już kilka lat temu, o tym połączeniu powiedział mi kolega, który ćwiczył na siłowni. I nie miało to nic wspólnego z seksem. Powiedział, że stosuje połączenie L-argininy i pycnogenolu na lepszą pompę na treningu.

Zwykła suplementacja, samą argininą na niego nie działała, ale jeśli połączyć to z wyciągiem z sosny, to już zupełnie co innego – zrozumiałem, że coś takiego jak efekt synergii istnieje, a w tym przypadku oznaczało to lepsze dopompowanie mięśni krwią. Lepsze ukrwienie to lepsze dostarczenie składników odżywczych. Wszyscy interesujący się kulturystyką, wiedzą o co chodzi i dlaczego jest to ważne.

Arginina wpływa na rozszerzenie ścian naczyń krwionośnych, a Pycnogenol uszczelnia naczynia krwionośne i zwiększa ich elastyczność. W skrócie: 

jedno wprawia krew w ruch a drugie sprawia, że ta krew tak szybko nie odpływa.

Moje drugie spotkanie z liderinem w jakiejś książce.

Czytałem coś o afrodyzjakach, naturlanych suplementach i właśnie wtedy natknąłem się drugi raz na połączenie L-argininy i pycnogenolu. Żeń-szeń też był tam wymieniany, jako jeden z najwybitniejszych naturalnych i najlepiej poznanych suplementów, używany od tysięcy lat.

Dlaczego o tym piszę? 

Bo liderin, to nic innego jak połączenie L-argininy, Pycnogenolu i żeń-szenia, podane w formie niebieskich tabletek. I to już kolejne przegięcie, zwykły marketingowy trick, który ma podświadomie pozycjonować ten suplement koło viagry. A to tak, jak porównywać sterydy anaboliczne do kreatyny – nieładnie.

I nie ma w tym nic złego, gdyby nie fakt, że jeśli kupisz te suple np. na allegro, ale każdy z osobna, to po prostu zaoszczędzisz co najmniej 50% kasy. Fajnie nie.

Poza tym Pycnogenol jest jednym z najsilniejszych przeciwutleniaczy. Więc warto go dorzucić do codziennej suplementacji, nawet jeśli nie zamierzasz wykorzystywać jego seksualnego podtekstu a chcesz jedynie trzymać się w kupie i nie rozsypać tak szybko ze starości.

Pozdrooo

 

 

O Autorze

Sympatyczne oblicze o manierach demona. Lubię: pić kawę, plątać się po mieście i nie słuchać dobrych rad.