Chce z Tobą zgrzeszyć i smażyć się w piekle – myślimy gdy jesteśmy zakochani i nawet taki scenariusz rodem z biblijnych przypowieści nie wprawia nas w przerażenie. Jesteśmy jak Bonie i Clyde, gotowi na wszystko, mając pełne zaufanie, że druga osoba będzie w stanie wskoczyć za nami w ogień. To jedna ze stron szalonej miłości. Nikt nie zawraca sobie głowy pojęciem zaufania, bo jest to coś oczywistego.

Mijają dni, miesiące, rzadko lata nasz emocjonalny haj mija. Jeśli zdążyliśmy się w tym czasie ożenić i wspólnie zamieszkać, to otrzeźwienie przychodzi jeszcze szybciej. Obrączka wydaje się gwarantem bezpieczeństwa i niezmienności, a zwrot: „że nie opuszczę Cię aż do śmierci” to jedno z większych kłamstw z jakimi przyjdzie nam się zmierzyć w realnym świecie. Duża część osób przekonuje się o tym dopiero po pewnym czasie.

Przeświadczeni o wiecznym życiu małżeństw, przeżywamy co najmniej dramatyczne chwile w czasie ich rozpadu. Zastanawiasz się potem: Co to jest zaufanie? Po co się starać? I co w ogóle ma sens? Pojęcie „zaangażowania w coś”, staje Ci się obce.

W poszukiwaniu zaufania.

W sytuacji gdy jesteś rozwodnikiem i masz dzieci. Relacja z eks układa się słabo i czujesz, że Twoja rola zostaje sprowadzona do bycia „spłacaczem alimentacyjnego kredytu we frankach”, gdzie z miesiąca na miesiąc rata rośnie, bo trzeba kupić dziecku to i tamto a Twoje starania nie są doceniane i traktowane jako coś oczywistego. Przy jednoczesnym słabym kontakcie z dzieckiem lub nawet jego braku, poczucie, że coś jest nie tak, narasta z każdym dniem.

Gdy twoje nowe hobby i nowi znajomi odbierani są jako „zwykła zabawa” i brak odpowiedzialności, to zdajesz sobie sprawę, że druga osoba nigdy tak na prawdę Cię nie znała. Byliście razem kilka lat, a jednak się nie znaliście czy to możliwe?

Zaufanie czy jest potrzebne?

Zaufanie w bliskich relacjach, to ciężka sprawa, zwłaszcza po złych doświadczeniach z przeszłości. Ciężko zaangażować się w coś z przekonaniem, że i tak statystycznie od 33 do 80% takich relacji się rozwala, w zależności od szerokości geograficznej w jakiej żyjemy.

W bliskiej relacji, w której traktujemy się jako ograniczaczy naszych wolności zawsze rodzi się pragnienie do łamania wcześniej ustalonych zasad. Robienie na przekór czy po prostu życie własnym życiem to fundamentalne prawo każdego. Jednak w związkach najpierw musi być kompromis, a to słowo często jest źle interpretowane i nadużywane.

Czyli skoro jest aż tak bardzo źle? To czy nie lepiej żyć na „kocią łapę” i z nikim się nie wiązać? Skoro i tak za kilka, kilkanaście lat więź ulegnie zniszczenie fizycznemu (rozejście) lub emocjonalnemu, gdzie każde będzie żyło osobno ale pod wspólnym dachem.

Jeśli liczysz w tym arcie, że dam Ci gotową odpowiedź to muszę Cie zawieść. Każdy kija ma 2 końce a droga którą wybierzesz, będzie twoją drogą.

8 lat temu usłyszałem od jednego biznesmana, że bez zaufania nie jest się w stanie nic zrobić. Miałem 20 lat i taka mądrość była dla mnie nie zrozumiała. Nawet nie wiem czemu to powiedział. Jednak w tym truizmie jest sporo prawdy. Jako zwierzęta społeczne, wchodzimy w różne relacje i mniej lub bardziej zależymy od kogoś. Nie ważne czy żyjemy w małżeństwie czy prowadzimy firmę. To jest nieuniknione.

Więc jak sprawić aby zaufanie było jedną z naszych głównych wartości a przy tym nie dostać bolesnego szpica dupę?

1. Musisz mieć zasady i wiedzieć jakim facetem jesteś. Jeśli tego nie rozumiesz to po prostu zostałeś w swoim życiu jeszcze za mało razy „wyjebany” przez bliższe czy dalsze osoby. W końcu gdy zobaczysz, że pozorna sielanka potrafi zamienić się w emocjonalny dramat, zrozumiesz dlaczego lakoniczne odpowiedzi Spartan miały taką moc. Po co ktoś wymyślił umowy na piśmie, czy zawód notariusza i prawnika.

Jeśli twoją główną cechą jest „dziecinna naiwność” to wiedz, że to jest urocze ale tylko na bajkach.

2. Dotrzymuj słowa i od innych oczekuj tego samego. Od małego byłeś programowany przez swoje otoczenie. Jeśli było w nim sporo osób na których nie można było polegać, to zgadnij jak bardzo rosną szansę, że jesteś podobną osobą.

3. Jednym z najważniejszych elementem udanego związku jest zaufanie. Jednak w niewielu przypadkach udaje mi się je obserwować. Często owe zaufanie spowodowane jest tylko i wyłącznie strachem przed tym jak zareaguje druga osoba „jak się dowie”, że robię to czy tamto. A powinno być raczej powodowane miłością, jeśli mowa o zdrowej i satysfakcjonującej obydwie strony relacji.

4. Zadawaj sobie pytania każdego dnia. Co mogę dziś zrobić aby uczynić moją relacją lepszą. Związki to inwestycja długoterminowa. Jednak większość ludzi traktuje to bardziej jako cyrograf. „Jesteśmy razem i już, wszystko mi się należy”. Muszę Cie zasmucić. Nic Ci się nie należy. To tylko głos ego. Niech ten głos mówi najpierw co mogę zrobić sam, aby wnieść wartość, zamiast: chcę brać.

W dawnych kulturach, chłopcy musieli przejść inicjację aby stać się mężczyznami. W obecnych czasach myślę, że warto było by powrócić do tej tradycji. Zbyt wielu dużych chłopców mamy wokół.

5. Media nie pomagają. W kolorowych gazetach widzimy tylko czarne statystyki o % zdrad, rozwodów. Do tego trudne sprawy i nagłaśniane przypadki patologii. To nie pomaga. Nikt nie pokazuje jak budować zdrowe normalne związki.

Znaczy pokazują, zarzucając nas dobrze brzmiącymi hasłami o miłości, zaufaniu, kompromisach, bezpieczeństwie czego gwarantem mają być słowa, „że Cię nie opuszczę aż do śmierci”.

Możesz przeczytać wiele książek, wiele wpisów na blogu, jednak życie i tak wszystko zweryfikuje ile z tego wyniosłeś.

Dla mnie jest pewna jedna zasada. Jeśli chcesz stworzyć coś dobrego z wyjątkową osobą. To po pierwsze sam musisz się zmienić i być taką osobą. Dopiero potem możesz, wymagać tego od innych i wyciągać konsekwencje. Wiele osób jednak woli powiedzieć najpierw: to wszystko przez nią/niego bo 1.2.3.4.5 lista może nie mieć końca. To jest fajne, pomaga się wybielić i zrzuca z nas odpowiedzialność. Jednak pierwsze co zrób, to zastanów się czy zaufałbyś takiej osobie jak Ty.

Pozdroo

Michał

 

 

 

O Autorze

Sympatyczne oblicze o manierach demona. Lubię: pić kawę, plątać się po mieście i nie słuchać dobrych rad.