Mike Tyson to barwna postać, w okół której zawsze było pełno kontrowersji i chyba to był właśnie powód, dla którego sięgnąłem po książkę: „Mike Tyson. Moja prawda”.

Mimo, że ją przeczytałem to dalej Żelazny Mike jest dla mnie osobą pełną sprzeczności. Z jednej strony genialny sportowiec i dobry człowiek a z drugiej „bezmyślna maszynka do zarabiania kasy”, żyjąca tylko dla bezrozumnej rozrywki, kierowana popędami i emocjami. „El debilo” jak sam o sobie mówił. ALE. Na szczęście jest zawsze to „ale”.

Życie Mike Tysona – tylko dla twardzieli.

Jego życie było tak burzliwe, że ksywa Żelazny Mike czy Bestia są wyjątkowo trafne w odniesieniu do jego postaci.

Mike od najmłodszych lat miał przechlapane. Wychowanie na Bronksie z matką nadużywającą dragów i wódy, do tego ruchającą się za pieniądze sprawiało, że nie miał zapewnionego wsparcia ani poczucia bezpieczeństwa jako dzieciak. Od najmłodszych lat sam musiał o siebie dbać, a fakt, że był dodatkowo gnębiony przez inne dzieciaki z okolicy wcale nie wpływał pozytywnie na jego kształtujący się charakter, było to dla niego tak traumatyczne, że rzucił szkołę. Przez to już jako 7 latek, ganiał z bronią po mieście okradając domy i ludzi. W wieku dwudziestu paru lat, większość jego znajomych już nie żyła. Jego uratował boks.

Mike to boks, pieniądze, narkotyki i kobiety.

Niestety nie umiał się obchodzić z kobietami. Nie odziedziczył tej umiejętności po swoim ojcu, który był alfonsem. Na domiar złego był 100% seksoholikiem. Co później przysporzyło mu mnóstwo problemów, bo kobiety same cisnęły go o seks, tylko po to aby móc go potem pozwać, oskarżyć i zaistnieć w mediach. Kobiety w jego otoczeniu były bardzo atrakcyjne, dojrzałe i wyrachowane w porównaniu do prostego Mike’a ruchacza, miały plan i wiedziały jak osiągnąć sukces kosztem Tysona, bez trudu i pracy.

Późniejsza „3 letnie wczasy” za przestępstwo, którego nie popełnił było dopełnieniem jego porywczego charakter, z więzienia wszyscy wychodzą odmienieni ale nigdy nie na lepsze. Sam przypuszczam, że po czymś takim było by we mnie sporo gniewu, złości i agresji do otaczającego świata. A jeśli jest się Tysonem, którego boi się cały świat, to raczej ciężko potem odnaleźć w sobie pokorę i bycie miłym.

Ostatni cios – Ko zaufania.

Jak do tej pory, to już nazbierało się całkiem sporo rzeczy, które sprawiły by, że 95% z nas było by już dobrymi świrami. Jednak to nie wszystko. Gdy Mike stanął na granicy bankructwa, to przyglądnął się dokładniej swojemu zeznaniu finansowemu i okazało się, że jego promotor Don King jak i menagerzy, kroją go na grubą kasę, dodajmy do tego kilkanaście lat bycia okładanym po głowie na ringu.

Dla mnie to oznacza iż był wyjątkowy silnym człowiekiem i w swej porywczości bardzo opanowanym. W swoim życiu poznałem mnóstwo osób, którym po alkoholu włączał się przełącznik Tyson-morderca. Sam Mike, gdy wpadał w imprezowe ciągi potrafił pić i ćpać przez wiele tygodni a nikogo nie zabił będąc prawdziwym Tysonem.

Jednak mimo tego całego syfu, który go otaczał i burzliwego życia. Potrafiłem dostrzec kilka rzeczy, których sam mógł bym się od niego uczyć i nie chodzi mi w tym przypadku o boks.

9 rzeczy, których możemy uczyć się od Mike Tysona.

1. Dystans do siebie.

Dystansu nabrał z czasem. Na początku uważał się za adonisa, boga, ponowne wcielenie Aleksandra Wielkiego. W ten sposób budował swoją pewność siebie. Porównywał się z najbrutalniejszymi pięściarzami w historii. Jednak w całej tej książce czuć, dystans i pokorę. Przynajmniej ja poczułem.

Łatwo być pokornym kiedy nie ma się nic, łatwo takim nie być kiedy masz wszystko, szczególnie widać to po niektórych blogowych celebrytach naszego internetu. Mike przez swoje życie popadał z jednej skrajności w drugą a podsumowaniem tego było, gdy na premierze filmu o jego życiu powiedział:

„Ten film jest jak grecka tragedia. Jedyny problem polega na tym, że to ja jestem jego bohaterem”.

2. Rywalizacja. Ryzyko. Adrenalina.

Tyson to urodzony sportowiec. Zawsze chciał zdobywać. Nie ważne czy chodziło o kobiety czy mistrzowskie pasy. Był jak paw, który musi chwalić się swoimi dokonaniami. Nawet będąc na odwyku, jego motywacją były żetony, które zdobywał za kolejne odbyte etapy terapii. Uważał, że przez zdobywanie, kasy, sukcesu, kobiet czy żetonów zdobywał szacunek. Może nie jest to do końca obiektywna prawda, ale z pewnością to właśnie przez to jego zamiłowanie do zdobywania, dziś zna go cały świat.

3. Męska energia.

Ten człowiek był chodzącą bombą zegarową. Miał niespożytą energię w sobie, która pozwalała mu trenować ciężej niż inni i osiągać sukcesy. W parze z tym szła ogromna energia seksualna.

4. Tyson był ZEN.

Co ciekawe, Mike nie miał nic wspólnego z religiami dalekiego wschodu. Jednak czasami brzmiał jak hinduski guru. Były to prawdy, które sam odkrył w sobie poprzez doświadczenie samego siebie:

„Miałem samochody, którymi nigdy nie jeździłem, nie wiedziałem nawet gdzie trzymam do nich kluczyki. Miałem domy, w których nie mieszkałem. Wszyscy mnie okradali. A teraz nie mam nic. Nikt do mnie nie dzwoni, nikt mnie nie niepokoi, nikt mnie nie ściga. Czuję spokój. To jest właśnie bogactwo, człowieku.”

5. Miał „wyjebane”.

Mieć wyjebane to dla mnie pozytywne określenia w sytuacji, gdy nie przejmujesz się krytyką innych i otoczeniem i robisz swoje. U niego co prawda ten stan był podbudowywany kokainą.. Jednak Tyson „nie pękał”, mimo że sprawy miały się coraz gorzej.

„Mogłem mieszkać w rynsztoku, albo żyć jak król. Znałem zasady gdy i kładłem swoje życie na szali. Nawet będąc na dnie, nosiłem luksusowe buty i spodnie za 2 tysiące dolarów. Nie miałem przy sobie ani grosza, ale dalej ciągnąłem swoją gadkę i zaczepiałem dziewczyny.”

6. Radzenie sobie z porażkami.

Jego całe życie było usłane wielkimi sukcesami, po których następowały wielkie porażki. Jednak on zawsze stawał i szedł dalej. Nawet gdy jego zwycięska passa się skończyła, podszedł do tego na chłodno.

„Byłem zły, że straciłem tytyuł, ale nigdy nie rozpamiętywałem swoich walk ani nie załamywałem się ich wynikami. Stało się i tyle – trzeba było żyć dalej.”

7. Przezorny jak Tyson.

Gdy zaczynał świrować coraz bardziej. Zaczynało się coraz więcej pozwów. Otworzył wtedy Fundusz Nieprzewidywalnych Konsekwencji Bycia Najebanym, na który szedł pewien % z kasy, którą zarobił.

8. Był świadom emocji jakie wywołuje u innych.

Wiedział co powiedzieć aby wystraszyć lub sprowokować rywali. Przypominał mi w tym trochę Steve Joba, który miał tę samą zdolność. Tak samo jak Jobs chciał osiągnąć perfekcję, tylko że w boksie.

9. Uliczny filantrop.

Potrafił dzielić się swoim bogactwem. Znany był z tego, że znajomym a nawet bezdomnym rozdawał mnóstwo kasy. Wchodząc na Bronks widząc małolatów, potrafił dobrze ich ubrać, rozdawał pieniądze i biżuterię na lewo i prawo. Dać komuś naszyjnik za 65 000$ to było dla niego jak danie komuś batonika. Swoim dziewczynom kupował samochody, nawet takim, które znał jedną noc. Chyba właśnie to sprawiało, że gdziekolwiek się nie pojawił, to dziewczyny same często się na niego rzucały i proponowały mu seks. A on nie umiał odmawiać.

Mike Tyson bez osądzania.

Być może, to że miał setki albo raczej tysiące kobiet nie wypłynie pozytywnie na jego wizerunek. Pamiętajmy jednak o jego przeszłości, jeśli ktoś przez pierwszych 30 lat swojego życia, nie był w stanie doświadczać głębszych emocji, empatii czy współczucia, to jego niewystarczająco rozwinięta emocjonalność w połączeniu z brakiem zaangażowania w kontakty z innymi kobietami, których zawsze miał pod dostatkiem, zabija przyszłe relacje.

 Ten człowiek pokazał, że boks jest metaforą życia. Nie ważne czy wygrywasz czy przegrywasz, ważne jest aby wstać i walczyć dalej. I Mike Tyson był prawdziwym bokserem tak w ringu jak i poza nim.

O Autorze

Sympatyczne oblicze o manierach demona. Lubię: pić kawę, plątać się po mieście i nie słuchać dobrych rad.