Zamknij oczy, tak teraz, policz do 3 ale powoli, 1….. 2….. 3…. Przypomnij sobie czasy szkoły, koniec roku szkolnego, totalną bezkarność, pite browary w czasach szkoły średniej, pierwsze imprezy, pierwsze dziewczyny. Nie jestem jednym z tych sentymentalnych typów, którzy natchnienia szukają w minionych chwilach, jednak zobaczyłem fotografie Krakowa i usłyszałem w swojej głowie głośne echh…

Zawsze najbardziej lubię popadać z jednej skrajności w drugą, gdy mam przejebane marzę za spokojnymi czasami, a gdy rutyna dnia wbija mi nóż w plecy, marzę o tym aby coś zaczęło się dziać. Lubię nieznane. Lubię pierwszy raz w życiu widzieć nowe miejsca, nowych ludzi. Ciągłe nowości mnie nakręcają, a potem lubię tęsknić za tym co było.

Wojna i pokój, w cyklicznych odstępach. Myśl o tym, że życie jest krótkie to wszystko sprawia, że ciągle czegoś szukam. Sam nie wiem czego. Nie wiem czemu tak jest. Już to zaakceptowałem i nie szukam wyjaśnienia.

Dlaczego tęsknię za Krakowem?

Nie chodzi mi o Smoka Wawelskiego, ani o Sukiennice. Dla niektórych Kraków to zanieczyszczone miasto, smog, korki i maczety na ulicach. Jednak dla mnie tam zawsze niebo było błękitne, to ulice Floriańska i Szewska wraz z „Aleją Gwiazd” wyciągały mnie z depresji.

To tylko w tym mieście zawsze masz 110% słowiańskich ślicznych studentek, tylko tam byli ludzi, których życie było ciągłą imprezą, tylko tam w barze mogłeś zjeść schabowego jak u babci. Tylko tam za 10zł, wątróbki naładowali Ci tyle na talerz, że nie mogłeś ogarnąć na raz… Właśnie doszło do mnie, że jestem głodny, a do jedzenia zawsze miałem dużą słabość. Chyba w dzieciństwie tą pasję stworzyli we mnie rodzice, każąc zjadać obiadki do końca.

To właśnie tam, zawsze szedłeś na imprezę, z myślą, że wydarzy się coś fajnego. Poznasz fajną dziewczynę albo będzie chociaż śmiesznie, a na następny dzień będziesz miał co opowiadać kumplom w pracy.

To w tym mieście pierwszy raz nauczyłem się czuć to uczucie wolności. Gdzie robiłeś głupoty w biały dzień, mając całkowicie wyjebane co powiedzą inni.

Z perspektywy czasu widzisz, że mogłeś być jeszcze bardziej zuchwały i bezpośredni, mogłeś zbierać więcej doświadczeń, ale nie robiłeś tego bo… bo kurwa nie. Nie wiem czemu. Ostre wychodzenie ze swojej strefy komfortu, to najlepsze doświadczenia jakie można mieć w życiu.

 

Czas ucieka. A życie składa się z etapów.

Na początku nie wiesz czego chcesz. Jesteś, jak dziecko w sklepie z klockami lego. Nie wiesz co wybrać na co się zdecydować, wydaje Ci się, że już wiesz, że to jest zajebiste, bierzesz masz to, i na drugi dzień Ci się już nudzi. Znów chcesz coś innego. Doznajesz w końcu olśnienia (albo i nie), że musisz się w końcu na coś zdecydować bo tak naprawdę wszystkie emocję są chwilowe. Decydujesz się i albo stajesz się człowiekiem sukcesu – czyli robisz to co lubisz we względnym zadowoleniu, albo miotasz się w dalszej frustracji, że przecież powinieneś wybrać inaczej, ale wybrałeś to bo… Nie wiem czemu. Nie szukaj uzasadnień i odpowiedzi, analizy każdej sytuacji są męczące, jak drugi etap haju na Amnezji.

A rzeczy, które były doceniamy dopiero po czasie, jak już je tracimy.

Obejście tego jest niezwykle proste. Doceniać i wykorzystywać chwile, które masz dane właśnie teraz. Żeby już nie wspominać jak to było kiedyś, ale żeby myśleć:

…dziś było super, ale jutro to już zdewastuję system…

Po prostu, żyj z energią każdego dnia.

 

 

O Autorze

Sympatyczne oblicze o manierach demona. Lubię: pić kawę, plątać się po mieście i nie słuchać dobrych rad.