Wiem, że dobre związki łączy prawdziwa miłość. No czasami kredyt hipoteczny na 30 lat. I wiem też, że uwielbiam szczerych ludzi. Takich autentycznych. Z prawdą wypisaną na twarzy.

Miałem kiedyś koleżankę. W sumie dalej ją mam, ale nie widziałem jej już ze 2 lata. Jest ładna.. Bardzo ładna.. i szczera. Przynajmniej dla mnie była szczera..

Była bardzo młoda. Teraz jest też jeszcze młoda, ale już o 2 lata starsza.

Na pytanie co chcesz robić w przyszłości? – śmiała się, i błyszczała swoimi wielkimi oczami.

Na pytanie o pracę, edukację? – śmiała się, i swoimi wielkimi, ale naturalnymi ustami, mówiła że nie potrzebuje tego bo chce tylko faceta, który jej wszystko zapewni.

Jak mówiłem jej, że jest bardzo ładna, to nie mówiła nigdy: dziękuje za komplement. Odpowiadała: wiem.

Szczera, pewna siebie, i subtelna dziewczyna. – Według mnie.

Pusta laska z dużymi cyckami, szukająca frajera – Dla innych.

Teraz ma zasobnego męża, dziecko, i zajmuje się domem – maluje paznokcie, robi dużo selfie na insta i z tego ci widzę, ma sielankowe życie.

Gdy pytałem ostatnio ją czy ma zamiar iść do pracy? Zdobyć jakiś zawód, to odpowiedziała: Oczywiście, że nie. Bo po co. Mąż zarabia pieniądze, a ona zajmuje się domem.

No i tyle. Jest fajnie, przewidywalnie i sielankowo, taki model rodzinki z amerykańskiego filmu.

Ale czy tak jest wszędzie??

Nie.

Przemoc ekonomiczna – Ja zarabiam pieniądze, Ty zajmujesz się domem – co w tym złego??

Przeczytałem ostatnio w internetach, artykuł na ten temat. Gdzie w relacji, wprost proporcjonalnie z upływem czasu, wzrastały pretensje męża w stosunku do swojej kobiety. Coraz większe pretensje i coraz mniejsze środki na utrzymanie domu.

Co w tym złego??

Kobieta w takim układzie, jest na niższej pozycji. Często całkowicie bezradna. Poza rynkiem pracy. Nie przystosowana do samodzielnego życia. Łatwo ją poniżyć, traktować jak służącą. Tym bardziej za zamkniętymi drzwiami rodzinnego domu, gdzie nie ma się jak bronić.

Nikt nigdy nie będzie czuł się szczęśliwy, jeśli pozbawimy go wolności. Wolności wyboru, kim chce być i jak chce żyć.

Jak chcesz budować związek według swojego planu – to idź na budowę.

Śmieszne jest to gdy widzę mocne zaangażowanie par w „budowanie związku”. Relacja to nie plac budowy, ze sztywnymi schematami, które należy zrealizować aby powstał budynek, yyy.. znaczy związek.

Relacja rozwija się sama, może wzrastać ale jedyne co możemy zrobić to zapewnić mu odpowiednie warunki do tego. Przez swoja uważność, troskę o drugą osobę, zrozumienie, akceptację. To nie realizacja placu budowy.

Konstruktor jest tyranem.

Gdy podajesz gotowy podział ról, w którym to Ty rządzisz… Żona Ci tego nie wybaczy.

Związek totalitarny – właśnie teraz to wymyśliłem. Oparty na władzy i przemocy jednej ze stron, zabija życie. Zabija spontaniczność, niezależność, wolność. Mimo, że z zewnątrz może to wszystko wyglądać ładnie i pięknie. Wręcz filmowo. To właśnie później takie pary podczas rozstań i rozwodów, budzą największą sensację wśród znajomych, pt: „Nie wierzę, że się rozeszli, to była taka wzorowa para”.

Kolejnym problemem w takiej relacji jest to, że nigdy nie wiemy dlaczego ona jeszcze trwa. Uprzedmiotowienie jednej ze stron sprawia, że nigdy nie wiemy czy nasza druga połowa jest z nami ze względu na jakieś wyższe uczucia, czy dla wygodnego życia, które ma zapewnione w danym momencie. Może też kierować się strachem, przed zaczęciem nowego życia. Życia jakiego jeszcze nie zna, gdzie musi być niezależna.

Czy tak mają wyglądać związki??

Łatwo jest krytykować i mówić jak świat nie ma wyglądać. Dlatego nie będę tego robił..  Zastanów się sam. Ja teraz idę na miasto :)

O Autorze

Sympatyczne oblicze o manierach demona. Lubię: pić kawę, plątać się po mieście i nie słuchać dobrych rad.