Dochodziła północ. Rozbawiony i w doskonałym nastroju po witaminach i 2 piwach, w stanie absolutnej euforii, rozmawiałem z dwoma siostrami przy barze. Zapewniając, że za chwilę przyjdzie mój kumpel mistrz parkietu i … Nieważne. Jedno jest pewne gadałem same głupoty, a siostry rechotały i przybijały piąteczki.

Zdecydowanie byłem ich największą atrakcją tego wieczoru. Jak Tommy Lee Jones w ściganym, czułem, że mam stan. I właśnie wtedy do klubu wszedł Maciek ze znajomym (Maciek kiedyś pisał na tym blogu, ale mu się znudziło).

Jego znajomy, hmmm… Facet po 30. Z uśmiechem Jokera na twarzy, i sypiący historiami jak z rękawa. Co prawda brzmiały one jak wyuczone na pamięć. Jednak jego imprezowy stan, i brak jakichkolwiek zahamowań sprawił, że od razu polubiłem tego gościa.

Koleś był niestrudzony i podbijał do każdej laski, 18,20,30 lat, jego targetem były wszystkie. Był jak naspeedowany Kubuś Puchatek w 100 milowym lesie, który na głodzie szuka swojego miodku.

Siedząc w loży z uroczą brunetką, opowiadając o mojej fotograficznej pasji i o tym jak fantastyczne ujęcia widzę dla jej krągłego tyłka, zostałem zaatakowany przez wyżej opisanego znajomego Maćka.

Gdy po dwóch zdaniach wypowiedzianych z ciągle tym samym sztucznym uśmiechem. Na twarzy dziewczyny z którą rozmawiałem zobaczyłem, zażenowanie i konsternację. Tak to dobre słowo, do opisania stanu jej ducha w tamtym momencie. Wiedziałem, że nieubłaganie nasz statek zmierza prosto na skały.

Zapaliła się lampka, mamy EROR.

Powiedziałem:

-Spoko, ale gdzie jest Maciek? Był to przed chwilą i Cię szukał.

-Ok, idę go poszukać, pewnie jak zwykle jest na parkiecie.

Wtedy ma nowo poznana koleżanka powiedziała.

-Ale on jest dziwny, taki nienaturalny.

Jak być naturalnym?

Niektórzy mają ADHD, dysleksję albo po prostu się wstydzą. Niektórzy chcą być fajniejsi niż są naprawdę. Wiele razy poznawałem ludzi, o których gdy myślałem to pierwsza co pojawiało się w mojej głowie to: Czy on jest taki/a naprawdę? Czy był/a naturalny?

W moim mniemaniu na bycie naturalnym składa się kilka elementów:

#1 Te, które widać i słychać. Czyli wygląd zewnętrzny. Mimika twarzy, ruchy-gesty-zachowanie, oraz efekty dźwiękowe. Zawsze zwracam uwagę na ton głosu, szybkość wypowiedzi. Są osoby, którym łamie się głos, albo mówią za wysokim tonem głosu, albo mówią bez przerwy, albo jak mówią to mnie wkurwiają. To nie jest naturalne, no chyba, że są tacy zawsze, nawet podczas rozmowy z własną matką i ją też wkurwiają.

Nie ważne jak mówisz i jak się zachowujesz, chodzi o to czy jesteś taki sam w różnych kontekstach i sytuacjach.

Bo jeśli na co dzień, jesteś kierownikiem, dyrektorem, prawnikiem albo jebiesz w Tesco na kasie lub tresujesz psy, i rozmawiasz z „ludźmi i psami normalnie” a potem wchodzisz do klubu i robisz z siebie idiotę, choć twój pierwotny plan był zupełnie przeciwny, to możesz robić wrażenie nienaturalnego.

#2 Te których nie widać i nie słychać. 

Ostatnio oglądałem „Władcę Pierścieni”. Przyznaję bez bicia. Tak zdarzyło mi się oglądać TV. Miałem anginę, bolały mnie stawy, nie miałem siły ruszać nawet oczami, więc bezmyślnie wpatrywałem się w szklany ekran telewizora.

Szczególnie w pamięć zapadła mi scena w której Gollum, zwany Smigolem. [To ta pokraczna istota, która kiedyś była czymś podobnym do hobbita,a teraz już tylko przypomina trochę Putina]. Prowadziła dialog, sama ze sobą. Jego cały świat ograniczał się do niego samego i pierścienia.

Pewnie widząc kogoś takiego na ulicy, pomyślałbym człowiek obłąkany albo ktoś niezwykle kreatywny. Sam do siebie nawija i jednocześnie sobie odpowiada.

Ale z drugiej strony, dzisiaj wielu zdrowych ludzi cechuje się takim postępowaniem, gdzie w rozgorączkowaniu ciągle czegoś szukają, nie umiejąc wytrzymać ze sobą sam na sam. Dla nich bardzo trudne może być bycie naturalnym przy innych ludziach.

Gdy siedzisz cicho to znaczy, że coś z Tobą nie tak. Jesteś zamknięty w sobie, masz jakieś problemy, nie jesteś towarzyski, fajny etc. Nie jesteś naturalny.
Bzdura.

Przez takie zagłuszanie ciszy i rozmowę na siłę – tworzysz sztuczność. Bo skoro nie chce Ci się z kimś gadać, albo poruszasz tematy, w które nie „wierzysz”.  Śmiejesz się na siłę. Chcesz tylko zagłuszyć ciszę i zrobić wrażenie aby być cool. To z całą pewnością nie jesteś sobą. Bo przecież normalnie się tak nie zachowujesz. Nie gadasz bez przerwy jak jak naspidowany imprezowicz.

Nic nie musisz.

Nie masz się podobać. Masz być naturalny.

Ściągnij z siebie presję. Nie musisz być cool. Nie musisz być jak Tommy Lee Jones, nie musisz być jak Andrzej Duda, tak naprawdę nic nie musisz.

Dla mnie aby być naturalnym, musisz poznać siebie.

Szczerość, spontaniczność i autentyczność. W momencie gdy dostrzegasz cały ten otaczający Cię cyrk dookoła, zaczynasz się zmieniać.

Bycie naturalnym to nie bycie sobą, to bycie samemu ze sobą ok.

Większość problemów tkwi w środku, w nas samych. Najlepsze zmiany osiągniesz, gdy działasz jak antybiotyk na anginę, od środka. Wyniszczasz w sobie całą tą hujową presję czegokolwiek i dziwność i zostawiasz pustkę. To fundament całego Ciebie. Potem wkładasz tam kilka mądrości, z typu: jak być lubianym, jak być królem, jak byś skromnym, jak być normalnym a potem lecisz. Na luzie. Bez anginy.

 

 

O Autorze

Sympatyczne oblicze o manierach demona. Lubię: pić kawę, plątać się po mieście i nie słuchać dobrych rad.