Przed powrotem do Amsterdamu, od kilku tygodni zmagałem się z anginą, bólem stawów i w ogóle podle się czułem.

Miałem antybiotyk, ale jak każdy mądry Polak, odstawiłem go po 5 dniach, bo się dobrze czułem. Zamiast łykać ustawowe 7-10 dni. Efektem tego było to, że po tygodniu rozłożyło mnie ponownie. Była sobota wieczór i dzień powrotu do Holandii.

Zaryzykowałem i poszedłem na całodobówkę. W Polsce całodobówka to takie miejsce, gdzie chyba za karę praktyki mają lekarskie świeżaki, albo Ci którzy podpadli starej gwardii w ośrodku zdrowia. Na moje nieszczęście byłem tam 3 razy w życiu i 3 razy przepisano mi, nie te leki co trzeba. Nie miałem jednak wyjścia. Musiałem zaryzykować.

Na moje szczęście, trafiłem na młodą lekarkę. Przedstawiłem jej sytuację, że potrzebuję coś na teraz bo za kilka godzin jadę do Amsterdamu.. Wtedy usłyszałem tekst:
– To przecież tam będziesz leczył się paleniem.

Uśmiechnąłem się i potraktowałem to jako żart.

Przepisała mi ibuprofen + jakieś drobne specyfiki na gardło (orofar max i coś do płukania gardła). Dodatkowo dostałem receptę na antybiotyk, ale z zaleceniem aby sięgnąć po niego za 2 dni, gdy ibuprofen nie pomoże a stan się pogorszy.

Takie podejście do sprawy całkiem mi się spodobało. Poczułem, że nareszcie trafiłem na jakąś sensowną lekarkę, która wie co mówi.

Gdzie lekarstwa nie pomagały, musiałem sięgnąć po magię.

Po 2 dniach niestety mój stan się nie poprawił. Musiałem sięgnąć po inne środki bo za cholerę nie chciałem znowu ładować w siebie antybiotyku. Najpierw sięgnąłem po nalewkę z czarnego bzu, którą zapakowała mi mama. W dwa 3 dni wypiłem 0,5 litra. I spoko, ale niestety nie zauważyłem poprawy. No może momentami lekkie uśmierzenie.

Wyciągnąłem z siatki antybiotyk, o 22 miałem łyknąć pierwszy raz, a potem co 12h. Postanowiłem jednak posłuchać rady mojej lekarki.

Medyczna marihuana dobra na wszystko.

Udałem się na Centrala, do mojego ulubionego coffe’ka. Amnezja i Blue Berry… Przed snem.

Po 2 dniach byłem zdrowy. Do tego mega mocny sen. Pełna regeneracja. I brak bólów w stawach, które ostatnio dawały mi w kość. Co prawda moja gimnastyka i strategia na super stawy, pomogła w 90% resztę załatwiła Amnezja.

Jaki z tej historii płynie morał?

Żaden. Zioło na anginę raczej nie pomaga, ale istnieje coś takiego jak medyczne zastosowanie marihuany, i nie każdy o tym wie wrzucając tę roślinę do jednego wora z narkotykami o okrutnym i zniewalającym działaniu.

Jej zalety doceniają chorzy na padaczkę, przewlekłe bóle, stwardnienie rozsiane i inne choroby, przy których tradycyjne leki nie pomagają.

Działa przeciwzapalnie, o czym sam się przekonałem na własnej skórze.

Na Amsterdamskich ulicach, średnio co 50m, roznosi się zapach zioła. Tu jest to palone na każdym rogu. W coffekach, są kolejki jak w biedronce, a wpływy zasilają holenderski budżet państwa.

Generalnie o wszelakie narkotyki łatwiej tu niż o kupienie dobrej szynki a jakoś problemów z zielarzami tu nie ma.

Nie namawiam nikogo do palenia zioła, ale chciałem zwrócić uwagę, że ta roślina ma wiele zastosowań, o których wielu zagorzałych przeciwników nie ma zielonego pojęcia.

O Autorze

Sympatyczne oblicze o manierach demona. Lubię: pić kawę, plątać się po mieście i nie słuchać dobrych rad.