Większość ludzi wchodzi związki dla złudnego poczucia bezpieczeństwa a czasem z miłości. Dlaczego złudnego? Bo to co jest dzisiaj, niekoniecznie musi być takie za rok.

Młoda dziewczyna – względnie szczęśliwe dzieciństwo, bogaty dom. Skończyła jedną z najlepszych szkół w kraju. Po studiach szybko znalazła pracę w zawodzie. Jeszcze szybciej awansowała.

Znali się jeszcze ze studiów, on młody, ambitny i z równie sielankowej rodziny.

Pobrali się szybko. Często tak się dzieje, jak się jest zakochanym. On był przystojny, ona naprawdę piękna – ten ślub nikogo nie dziwił, bo pasowali do siebie jak klocki lego. Mówili para jak z obrazka. Ona robiła obiadki i często mówiła „tęsknie za Tobą”, on często robił jej śniadanka, a w soboty były bonusy, świeży sok z pomarańczy i tym podobne pierdoły. Wszyscy myśleli, że albo się jej boi albo naprawdę jest zakochany. Ona lubiła jak się dla niej starał. Zresztą każda kobieta to lubi. Nie była wyjątkowa.

Ich mieszkanie na kredyt i samochód z salonu, to nie było coś co bardzo ich cieszyło. To była oczywistość dla ludzi z ich zarobkami.

Czy dostrzegasz niepewność jutra?

Był rok 2008, światowy kryzys. On stracił pracę. Dużo osób wtedy straciło pracę. Czy jest w tym coś wyjątkowego?

Nie ma, też tak myślę.

Ona go kochała i dobrze zarabiała. On ją kochał ale już nie zarabiał. W miłości nie trzeba zarabiać, panuje równouprawnienie. Nikt nie musi czuć się lepszy czy gorszy, tylko na podstawie tego co robi i jaka suma pieniędzy wpływa mu co miesiąc na konto. Był dopiero listopad. A on był dziarskim facetem i miał dystans do otaczającej go rzeczywistości…

Był już czerwiec, a on dalej nie pracował. Nie wiem czemu. Nikt nie wiedział. Czasem tak jest. Nie czuł się z tym dobrze, tak myślę – nikt by się przecież nie czuł. Ona pewnie też nie.

Zrozumieli, że jest kilka rodzajów miłości a fakt, że wszystko im tak ładnie szło, ślub, praca, mieszkanie, samochód, brakowało tylko kota i dziecka – wcale nie decydował o sile tej relacji.

Znowu był listopad a oni nie mieszkali już razem…

Mój dziadek zawsze mówił, że jak się coś w związku pieprzy to chodzi o seks albo pieniądze.

Dziadek ma 80 lat i zawsze mówił mądre rzeczy, więc i tym razem nie miałem powodu by mu nie wierzyć.

Tym bardziej przypominały mi się te historie, gdy czytałem ostatnio książkę Lwa Starowicza, „O kobiecie.” Coś w tym jednak chyba musi być – pomyślałem.

Zawodowa degradacja mężczyzny niezwykle osłabia pożądanie kobiety. Przed dekadą gdy pojawiło się masowe bezrobocie wśród panów w sile wieku, to był poważny problem, partnerki traciły dla nich zainteresowanie. Na łeb na szyję w takim przypadku spada autorytet i atrakcyjność mężczyzny.

Przyjmijmy to za normalne programowanie i oczywiste różnice naszych umysłów. Dla facetów liczy się fizyczność, dla kobiet życiowa zaradność. Status i kasa to dodatkowy acz niewymagany dodatek do płci pięknej. Kobieta bez pracy nie traci atrakcyjności. Facet bez pracy, nadaje się na „chłopaka” ale na życiowego partnera, już niekoniecznie.

Kobiety nie są materialistkami to facetom brakuje męskiej energii.

Zimna suka, zostawiła go w tak ciężkiej dla niego sytuacji – Taki był bezlitosny głos motłochu. Szybki czarno-biały osąd, który dobrze brzmi, bez poznania prawdziwych motywacji, to spełnienie tabletoidowego tytułu w realnym życiu.

Jednak ja wiem, że mogło być całkiem inaczej. Nikt nie jest z żelaza. A tym bardziej kobieta, która pozbawiona zostaje poczucia bezpieczeństwa i do tego gdy w gratisie, spada na nią nowa męska rola bycia twardą i odpowiedzialną za ciągnięcie wózka zwanego „małżeństwem”.

Z początku jest spoko, mówi się, że to tylko sytuacja przejściowa i wszystko dobrze się ułoży. Ale co robić jak się nie układa. Co zrobić gdy w facecie rośnie poczcie bezradności, frustracja i drażliwość.

Każda pocieszycielka utrapionych w końcu się wypali, to nie dzieje się z dnia na dzień. To proces, który trwa tygodniami. Powolne oddalanie się dwojga zakochanych kiedyś w sobie ludzi.

Po fazie wspierania i pocieszania, gdzie dalej nic się nie dzieje, gdzie facet nie walczy, musi przyjść żal. Kobieta ma dość.

Z męskiej perspektywy.

Gdy facet czuje się jak rozbity talerz, a jego duch bojowy bardziej przypomina jazgot ratlerka zamiast ryk lwa. To takie chwilowe rozchwianie emocjonalne spowodowane sytuacją życiową, jest ostatnią rzeczą jakiej pragnie kobieta.

„Jeśli nie potrafisz zawalczyć teraz o siebie, o mnie, o nas.. To co będzie później.” – to prosty wniosek, jaki ułoży w swojej głowie.

Bo w życiu każdego człowieka przychodzi moment, gdzie wszystko się wali. Zwalniają go z pracy. Może się poważnie rozchorować. Biznes upada. Żona odchodzi. Córka zakocha się w imigrancie z Syrii albo wędrownym Cyganie.

To podobna sytuacja gdy w małej kawalerce pęka 500 litrowe morskie akwarium – odechciewa się żyć. I co wtedy?

Każdy z nas jest odpowiedzialny za swoją własną historię. Przeciwności, które napotykamy nie mają być ciężarem przerzucanym na najbliższą nam osobę. Przeciwności mają rozwijać w nas cechy, których nam brakuje.

 

O Autorze

Sympatyczne oblicze o manierach demona. Lubię: pić kawę, plątać się po mieście i nie słuchać dobrych rad.