Mieszkając w Amsterdamie musiałem w końcu zobaczyć jak wygląda słynna ulica czerwonych latarni – Red Lights. To kultura sięgająca setek lat, Amsterdam jako miasto portowe, od stuleci słynęło z prostytutek z całego świata.

Na Red Lights wychodzimy nie wcześniej niż 21, wcześniej nie ma sensu, bo większość witryn będzie pusta.

Co zobaczysz na Red Lights?

Tu jest wszystko, kobiety wszelakiej maści. Mnóstwo księżniczek z argentyńskich telenoweli, królowe śniegu rodem z Moskwy czy z Petersburga, dziewczyny z wianuszkami na głowie w stylu ukraińskim, Amerykańskie Porno star a nawet… Niestety zobaczyłem też czarną fankę McDonalda, w bieliźnie. Jakieś 120kg, luźno.. sick. Do tego zobaczyłem, też kobietę w stylu włoskiej Cycoliny tylko chyba po 50/60 -tce, w której uroczym pokoiku było pełno gadżetów rodem z …. Fuck. Chcecie to sami tu przyjedzcie i to zobaczcie, nie mam zamiaru tego opisywać.

Wszystko mieści się w sąsiedztwie starego kościoła. Nasze moherowe berety pewnie zrobiły by tu rewolucję, gdyż dla nich to czyste profanum. A to po prostu Amsterdam.

W wąskich uliczkach najwięcej mijałem po drodze ciapatych, czarnych i właśnie czarni, rodem z Amerykańskiego Bronxu, stylowo ubrani i dobrze wyglądający chcieli ożenić mi jakiś towar. Taka ciekawostka.

W Polsce trzeba szukać dragów, tu dragi same znajdują Ciebie.

Wracając do Red Lights:

Z tego co słyszałem cennik zaczyna się od 50 Euro za kilka chwil. Mimo, że kobiety są bardzo ponętne, mile i uwodzicielskie to słyszałem, że cała miłość mija jak tylko wejdziesz w szklane drzwi i dasz 5 dyszek, wtedy romantyzm i wyjątkowość chwili znika a zaczyna się biznes. No ale cóż, chyba nikt nie spodziewał się, że dla tych lasek jest się kimś wyjątkowym.

Mnie samego wołały kilkakrotnie, techniki wabienia są różne. Poprzez potrząsanie, podskakiwanie, wymachiwanie, odsłanianie, wypinanie, lub bezpośrednie wskazywanie palcem i wołaniem przez otwarte drzwi. Sam kontakt wzrokowy z tymi dziewczynami jest naprawdę przyjemny bo to śliczne dziewczyny są. Jednak płacenie za coś takiego nigdy mnie nie przekona, i redlights na zawsze pozostanie dla mnie tylko fajnym klimatem amsterdamskiego centrum.

Moją uwagę przykuło też:

#1. Kulturalne podejście do sksu. Myślałem, że ulice z prostytutkami, to będą ulice zła. Jednak to wygląda trochę jak atrakcja turystyczna. Faceci spacerują z kobietami, i w sumie nic takiego wyjątkowego się nie dzieje. Pełno małolatów, którzy z nieopisanym entuzjazmem reagują na księżniczki za szklanymi drzwiami.

#2. Dupcenie to przyszłość. Szeroko pojęte kurestwo zawsze było i będzie istniało. Zamiast robić z niego szarą strefę. Lepiej je opodatkować i trzymać pod kontrolą. Jest to jedyny sposób, aby zapewnić tym dziewczynom lepsze warunki, do pracy. Oraz ograniczyć handel żywym towarem. Tak mi się przynajmniej wydaje.

A po #3. Śliczne kobiety jako urozmaicenie wyjątkowego klimatu amsterdamiskich ulic. Komu to przeszkadza? Mi z pewnością nie.

O Autorze

Sympatyczne oblicze o manierach demona. Lubię: pić kawę, plątać się po mieście i nie słuchać dobrych rad.